niedoszacowanie

Niedoszacowanie złotego? To znaczy zamiast 4,2 PLN = 1 EUR, winno być 3,2 PLN? – jak bodaj w lecie 2008. Siła waluty nie ma związku z relacjami lokalnych cen towarów podstawowej konsumpcji – żywność w Polsce jest tańsza niż w całej EU. O stopie wymiany w największym stopniu decuyduje bilans płatniczy. Ostatnie wzmocnie PLN, raptem ledwo 3 procent, jest efektem dobrego wyniku eksportu. Dlaczego w RPP nikt nie mówi o dalszym obniżaniu stopy NBP z wysokiego jak na obecne czasy poziomu 2,5%? W obawie o osłabienie PLN i gwałtowny nawrót inflacji. I dobrze, niech na wejściu kurs złotego będzie najgorszy, 5 zlł za euro, bodaj największym zwolennikiem słabego złotego jest Kołodko. Ale warunki do spełnienia (ERM-2) się liczą jedynie, poczynając od LTIR. Te Polska ma o 2,5 pkt wyższe niż bazowa strefa euro, która jest punktem odniesienia. A ma być mniej niż 2 pkt, jak piszesz. Pozostaje pytanie, czy nam na wspólnej walucie i usztywnieniu naszych terms of trade tak bardzo zależy. Czy korzyści, które nieco się skurczyły, przeważają? Nie uznaje strony ekonomicznej tego narodowego wyboru. Dla niego liczy się tylko idealizm unijnego federalizmu. Czy brak euro w Polsce przeszkadza mu w zdzieraniu butów na europejskich ścieżkach? Tymczasem rzecz jest o przyszłym losie polskiej gospodarki, bardzo praktycznej kwestii. Weźmy taką sprawę generalnej reformy prawa w kierunku usuwania z niego sprzeczności, niejasności, docenienia odpowiedzialności obywateli, itd., którą to sprawę powierzył premier Palikotowi jako znanemu spryciarzowi spełnionemu w biznesie. Kompletny niewypał, okazało się, że być rokującym biznesmenem na resztkach posocjalistycznej gospodarki, to nie to samo, co być sprawnie działającym politykiem-propaństwowcem. Entuzjazm, optymizm, plany, obiecywano obywatelom różne oczywiste uproszczenia, likwidacje niepotrzebnych zaświadczeń, itd, ludzie czuli – pomęczymy sie jeszcze jakieś kilka miesięcy, no może rok, a potem spokojnie weźmiemy sprawy w swoje ręce, a urzędy i państwo będzie nam służyć. Materia prawa zintegrowana mocno z obyczajami i mentalnością i precedensami nie dała się zastraszyć.

Ani drgnęła. Z biegiem czasu okazywało się, że są jakieś opory, koordynacje, analizy, powiązania, ze to nie jest takie proste, bo prawo, obyczaje administracji, precedensy stanowią jedna całość silnie zakorzenioną w byłym feudalnym społeczeństwie, że nie sposób czegoś ruszyć z jednej strony, by nie zaczęło się sypać z drugiej. Marzenia się nie ziściły. Tusk chyba zrezygnował z ambitnych planów, przybity niepowodzeniami, sprowadzony na ziemię faktycznym stanem mentalności polityków i obywateli, stanem urzędniczej klasy oraz specyficznym poszanowaniem prawa w Polsce. Wszystkie te działy, obszary, to matnie, w które każdy premier dopiero zaczyna wierzyć, gdy jawią się one w całej okazałości widziane ze stolca premiera. Premierostwo, to jest punkt obserwacyjny, który każdego polityka sprowadzi na ziemię, z którego widać – tego nie można, tamtego nie można, bo tu będzie bunt emerytów, tam bunt urzędników, tu chwała premiera, a tam sędziowie, czy policjanci wyjdą na ulicę. Wszystko to co widzi premier ze swojego bocianiego gniazda, to w oddali pustka, a pod sobą nie do rozwikłania splot kultury politycznej, zastanej instytucjonalności, gnuśności i niemocy, żądzy władzy, hipokryzji, urażonych i rozbujanych ambicji, polnische Wirtschaftu, nieśmietrtelnej zasady – panie premierze zawsze się tak robiło i było dobrze, itd. Tusk wobec takiej niemożności zmartwił się, osowiał, zmarkotniał i nie tyle się poddał, nie poddał się, co obrał taktykę – robić przynajmniej minimum, co się da, bo czasy są trudne, obyczaje opozycji paskudne, nie ma co głosić fatamorgany, ważniejsze są z ciepłą wodą krany. Tu go rozumiem, lecz nie do końca usprawiedliwiam, bowiem czuję (to można tylko wyczuć), że mógłby więcej, gdyby się postarał. W orce na ugorze pomaga Unia, która w Polsce siłą dotacji i rozliczania się z nich, siłą dyrektyw i kontroli ich wykonywania, siłą uczestnictwa krajan w PE i winnych instytucjach, itd. implementuje zasadę uporządkowanego działania wg przygotowanego planu. To jest może i cenniejsza sprawa niż sama wysokość finansowych dotacji. Odnośnie wątpliwości szerokiej opinii w Niemczech co do waluty euro. Zastrzeżenia opinii publicznej mają tam w części podobne, a w części różne źródła niż w Polsce. Niemców denerwują obciążenia (płatności) nakładane na strefę euro z tytułu kryzysowych długów państw południa. Niemcy obawiają się przede wszystkim jednego – destabilizacji waluty, a co za tym idzie zawirowań w gospodarce. Przewidywalność (i zaufanie), czyli to, co powoinno być składnikiem wizji, to w kulturze niemieckiej jedna z najwyższych wartości.

Dodaj komentarz

You're using an AdBlock like software. Disable it to allow submit.