woda

podłączenie

To już niezłe chamstwo. Ale to oprócz czy zamiast opłat "przyłączeniowych", które zazwyczaj towarzyszą doprowadzaniu kanalizacji czy wodociągu? Po części rozumiem, gmina ponosi jakieś koszty budując infrastrukturę ale czy do tego właśnie nie jest powołany samorząd? Jakaś może mała opłata niech będzie ale kilkanaście tysięcy? To przegięcie. A czy właścicieli nieruchomości separatory  pyta się o zdanie czy w ogóle chcą mieć takie przyłącza a tym samym godzą się na dodatkowe opłaty? I czy z góry jeszcze przed rozpoczęciem inwestycji jest wiadomo że będą takie opłaty czy to z zaskoczenia gmina wystawia takie "rachunki" jakiś czas po skończeniu inwestycji? Dlatego zgadzam się w 100% z przecież my za to już płacimy separator ! To jest po prostu kradzież.  A jak już mają zamiar wprowadzać takie złodziejskie standardy to niech to działa w dwie strony - jak komuś wybudują blisko obwodnice, autostradę to niech płaca odszkodowanie  za utratę wartości działki ( biorąc oczywiście pod uwagę wzrost hałasu a nie dojazd ) Z jednej strony ta opłata adiacencka jest przykładem dojenia podatnika, ale z drugiej gdyby to sprawiedliwe rozważyć to odszkodawań za wybudowanie w poliżu działek mieszkalnych lotniska wojskowego też nie powinno być. Tym bardziej, że ta opłata zdaje się może sięgać 50% wartości inwestycji podzielonej przez wszystkich beneficjentów.
Do tego już zapewne chętny samorząd by nie był !zauważ jednak że taki wodociąg zbudują raz i koniec. A lotnisko jak zbudują to już najpewniej do końca życia będą Ci samoloty hałasować nad głową. Zatem moim zdaniem rekompensata powinna być znacznie wyższa bo uciążliwy skutek jest stały i permanentny. A w myśl przepisów nadmierny hałas jest zanieczyszczeniem, którego być nie powinno a jeśli jest to należy Ci się rekompensata. A wodociągi i kanalizacja w naszym regionie świata nie są jakąś wydumaną fanaberią tylko raczej standardem cywilizacyjnym. Poza tym są chyba jakieś wymogi unijne które nakazują kanalizować tereny zamieszkałe. Można więc powiedzieć że kanalizacja jest pewną infrastrukturą(jak drogi, chodniki, koleje itd.) które Państwo powinno w miarę możliwości zapewniać swoim obywatelom, aby żyło się im lepiej i zdrowiej.
Nawet jak coś planują i chcą kogoś obciążyć to powinni przed faktem poinformować mieszkańców - co jak ktoś jest biedny i nie ma? 

rura

Ostatnio właściciele domów dostali wezwanie do zapłacenia po kilka - kilkanaście tys. zł opłaty adiacenckiej. Powód? Miasto zbudowało kanalizację. Teraz wystawia rachunek mieszkańcom z tytułu wzrostu wartości nieruchomości. 

Kolejny przykład dojenia podatnika. Kto to u diabła jest "państwo" czy "gmina"? Przecież to my wszyscy tworzymy te struktury i one powinny służyć nam, a nie my im. W ogóle paradoksalnie dochodzimy do sytuacji, w której jednostki administracyjne stają się jakimś dziwnym, niezależnym tworem, który "daje na coś pieniądze" i chce je "odzyskiwać". Przecież pieniądze w budżetach tych jednostek to są nasze pieniądze, które oddaliśmy w przeróżnych podatkach, aby wspólnie zrealizować różne cele (także budowę dróg, kanalizacji). Jeżeli jednostka nie ma pieniędzy na jakiś cel, to niech go nie realizuje na siłę, na kredyt, kończąc na minusie. Nazbiera z podatków potrzebną kwotę - proszę bardzo, budujemy. Ewentualnie możliwe jest postawienie sprawy tak, że przed budową mieszkańcy dyskutują możliwą partycypację w kosztach i albo się składają, wykładają jakąś kwotę ekstra, albo inwestycja jest odkładana na czas późniejszy.

 

Opłata adiacencka miałaby sens w przypadku sprzedaży nieruchomości. Na moim osiedlu jest jeszcze kilka działek, które nie są nijak zagospodarowane (brak ogrodzenia, chaszcze po szyję, brak przyłączy choć wszystkie media w ulicy). Dwie aktualnie wystawione na sprzedaż. Kupione po około 30 złotych za m2 - nie było wówczas kanalizacji, prądu (obie sieci zbudowano w następnym roku, gdy wszystkie działki znalazły nabywców), gaz był dalej (też w międzyczasie powstała nitka w ulicy). Na osiedlu sukcesywnie wykonywane są nawierzchnie kolejnych ulic i chodniki (5 ulic już ma, 1 się robi, zostały 3). Działki są wystawione na sprzedaż za cenę 60 złotych za m2. W takiej sytuacji rozumiem, że gmina mogłaby pobrać opłatę adiacencką, skoro aktywnie przyczyniła się do wzrostu atrakcyjności nieruchomości, a obecny właściciel na tym zarobi. 

 

Jeżeli ja nie zamierzam zbyć nieruchomości, to co z tego, że jej wartość wzrosła? Chcę nadal tu mieszkać i płacić podatki. Dzięki temu, że będzie chodnik, jezdnia, latarnie, mój komfort wzrośnie, ale finansowo przecież nic na tym nie zyskam. A skoro płacę podatki takiej samej wysokości jak mieszkańcy osiedli już zagospodarowanych, to mam nadzieję, że z czasem i na mojej ulicy będzie komplet infrastruktury.

W całej Polsce gminy coraz chętniej korzystają z prawa (które mają) do naliczania opłaty adiacenckiej. A NIK podaje jako zarzut, że gminy tracą ogromne pieniądze, bo zbyt rzadko żądają tej opłaty po wybudowaniu drogi, wodociągu czy kanalizacji...